Małgorzata Kalemba-Drożdż – doktor biochemii, prowadząca wykłady dotyczące racjonalnego żywienia – prywatnie mama i żona, prowadzi blog kulinarny Trochę Inna Cukiernia (http://pinkcake.blox.pl/html), na którym, oprócz kuchni kwiatowej, publikuje przepisy na ciasta i desery dla alergików. Jak sama twierdzi jedzenie kwiatów jest ogromną przyjemnością i uzależniającą pasją. Opowiada nam skąd wzięła się ta pasja i pomysł na książkę.





P: Jak zaczęła się Twoja przygoda z jadalnymi kwiatami?

O: Wypatrzyłam w książce tort czekoladowy przybrany kandyzowanymi fiołkami i zamarzyłam o fiołkowym serniku. Zaczęłam szukać, gdzie można by kupić takie kandyzowane fiołki i trafiłam na stronę francuskiego sklepu, który miał w ofercie konfiturę z fiołków, ale też z maków, bzu lilaka, wrzosów... Pomyślałam o tym, jakie bogactwo smaków przechodzi nam koło nosa i zaczęłam zgłębiać temat jedzenia kwiatów. Przygotowałam ten wymarzony fiołkowy sernik, a żeby pomysł nie zginął, zaprosiłam inne blogerki kulinarne do wspólnego odkrywania smaków jadalnych kwiatów. Okazało się, że znalazło się mnóstwo osób, które podchwyciły pomysł i tak powstał Klub Kwiatożerców - coroczna akcja kulinarna.



P: Czy Twoja rodzina też podziela Twoją pasję i czy macie ulubione jadalne kwiaty?

O: Mój mąż mawia, że z warzyw to najbardziej lubi schabowego i podobnie patrzy na pomysł jedzenia kwiatów. Ale jak dostanie obiad, nawet kwiatowy, pod nos, to zje. Wiele spośród kwiatowych dań naprawdę mu smakuje, bo jak nie kochać ciasteczek lawendowych, różanej baby drożdżowej, lawendowego kurczaka czy łososia z bergamotką. Natomiast córce pomysł zjadania kwiatków od początku bardzo się spodobał i aktywnie uczestniczyła w przygotowaniu książki. Jednak wyraźnie rozgranicza kwiaty zbierane od serca od tych do jedzenia i obraziłaby się na mnie, gdybym zjadła ułożony przez nią bukiet. Najmłodszy członek rodziny też już przejawia inklinacje do kuchni kwiatowej i wszystkie kwiatki na balkonie przerabia na sałatki. Dodam jeszcze, że pomimo iż oboje moich dzieci jest alergikami, nigdy nie mieli żadnych dolegliwości uczuleniowych po zjedzeniu kwiatów.



P: Skąd wziął się pomysł na książkę o jadalnych kwiatach?

O: Podczas przygotowywania programu o jadalnych kwiatach w telewizji śniadaniowej, którego byłam gościem jako ekspert z tego tematu, pani redaktor zapytała mnie, czy nie myślałam o wydaniu swoich przepisów. To było jak olśnienie. Na polskim rynku nie było dotąd takiej książki, a kto znał się na jadalnych kwiatach lepiej niż ja? Ponieważ była to wczesna wiosna, rozpoczęłam więc intensywne prace nad przygotowaniem publikacji.



P: W książce jest rozdział z poradami dotyczącymi pozyskiwania jadalnych kwiatów, a skąd sama je bierzesz? Masz swój ogródek, zbierasz na łące, kupujesz?

O: Akurat podczas pisania książki miałam możliwość założenia miniaturowego ogródka pod domem. Miałam świadomość, że niektórych kwiatów nie zdobędę w inny sposób, jak przez osobiste ich wyhodowanie. Teraz mam tylko balkon, jednak hoduję na nim jadalne kwiaty w skrzynkach: ogóreczniki, nasturcje, pierwiosnki i lawendę. Oprócz tego zbieram kwiaty na polach i łąkach poza miastem i w lesie. Podczas odwiedzin u znajomych zawsze szperam po ich ogrodach. Czasem jadalne kwiaty również kupuję np.: suszoną lawendę w aptece, suszone chabry w sklepie zielarskim, wodę różaną w sklepie ekologicznym, ostatecznie nawet konfitury różane w delikatesach, kiedy moje zapasy się skończą.



P: Czy wśród ponad 100 przepisów, które znajdują się w książce są też zupełnie nowe, których nie znajdziemy na blogu?

O: Zdecydowana większość przepisów z książki nie ukazała się na blogu. Wydaje mi się, że książka jest doskonałym materiałem do zapoznania się z jadalnymi kwiatami, nauczenia się obchodzenia z nimi i źródłem inspiracji do pierwszego eksperymentowania z kwiatami w kuchni. Natomiast na blogu większość przepisów jest przeznaczona już dla zaawansowanych kwiatożerców.



P: Zazwyczaj kwiaty kojarzymy z okresem wiosenno-letnim. Czy o tej porze roku znajdziemy jeszcze jadalne kwiaty?

O: Dopóki nie zetnie mróz, w ogródkach jeszcze kwitnie wiele jadalnych kwiatów np.: nasturcje, nagietki, begonie, cukinie, stokrotki i aksamitki. Ale nawet kiedy przyjdzie najbardziej sroga zima, możemy w dalszym ciągu delektować się kwiatowymi potrawami. Konfitura z płatków róży, suszona lawenda, hibiskus i nagietki czy syrop z kwiatów dzikiego bzu są dostępne w sklepach przez cały rok.



„Kwiatowa uczta. Jadalne kwiaty w 100 przepisach” (Agencja Wydawnicza Egros) Małgorzaty Kalemby-Drożdż jest do nabycia w księgarniach stacjonarnych w całej Polsce oraz w księgarniach internetowych.




 



Logowanie
nick

hasło
zarejestruj